Hybryda w mieście
Eksploatacja pojazdów elektrycznych i hybrydowych w warunkach miejskich często gości na naszych łamach. Nasza uwaga koncentruje się jednak na dystrybucji towarów i transporcie publicznym. Rzadziej przyglądamy się pojazdom osobowym, a jeżeli już to raczej od strony producentów i dealerów. Pora zatem spojrzeć z pozycji użytkownika. Bohaterem naszego artykułu jest uznany warszawski urolog, docent Tomasz Borkowski i jego samochód Mini Countryman Cooper SE All4 Hybrid z mieszanym napędem spalinowo-elektrycznym.
Nasz bohater poruszając się po mieście wyłącznie w trybie „elektryka”, w zależności od pory roku przejeżdża na jednym ładowaniu nawet trzydzieści kilometrów dziennie. W lepszym komforcie, płynniej i szybciej w porównaniu z samochodem z silnikiem spalinowym. Krótszy czas pokonywania tras wynikający z większej dynamiki jazdy i cisza we wnętrzu to olbrzymie zalety hybrydy.
⁃ Dokonując wyboru samochodu do miasta brałem oczywiście pod uwagę także aspekty ekologiczne. Nie tylko z racji wykonywanego zawodu, ale również obserwacji zachowań młodszego pokolenia. Często rozmawiam z synem o ochronie środowiska. Obaj uważamy, że rezygnując z napędu spalinowego ograniczamy nie tylko emisję szkodliwych substancji, ale także hałasu, co ma niebagatelne znaczenie dla jakości życia w obszarach zurbanizowanych – tłumaczy Tomasz Borkowski.
Życie lekarza to ciągłe samodoskonalenie, nabywanie wiedzy i umiejętności. Często poprzez udział w konferencjach czy sympozjach naukowych, co wiąże się to z wyjazdami do innych miast. – Ktoś może mi zarzucić, że decydując się na hybrydę, a nie samochód elektryczny postąpiłem zbyt asekuracyjnie. Ale mam ku temu swoje powody. W każdej chwili mogę przełączyć się na napęd spalinowy, by bezstresowo przejechać więcej kilometrów w mieście czy na dłuższych trasach. Zdarzyło mi się na przykład, że po przyjeździe na konferencję naukową w Krakowie miałem jeszcze czas, by przejrzeć dokumenty i przygotować się do wystąpienia, gdy tymczasem moi koledzy mający „elektryki” musieli najpierw zatroszczyć się o naładowanie akumulatorów i przygotowanie aut do drogi powrotnej.
Napęd elektryczny to doskonałe rozwiązanie do miasta. W porównaniu z użytkownikami aut spalinowych kierowca „elektryka” porusza się szybciej i bardziej komfortowo. Nawet w godzinach szczytu cieszy się większą dynamiką jazdy, ciszą w kabinie, korzysta z buspasów i w Warszawie nie płaci za parkowanie. Zaletą bezemisyjnego pojazdu jest także prostsza konstrukcja mechaniczna, a tym samym duża bezawaryjność, mniejsze koszty i częstotliwość obsługi serwisowej.
Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia eksploatacyjne hybrydy Tomasz Borkowski byłby skłonny przesiąść się do pełnego „elektryka”. Zastrzega jednak, że taki pojazd służyłby mu do jazdy w mieście. Oczekiwałby także zachęty w postaci przemyślanych programów dofinansowujących takie pojazdy. – Coraz sensowniejsze kształty przybiera wynajem długoterminowy. Nie trzeba wykładać dużych sum na zakup czy wkład własny. Nie musimy obawiać się wzrostu składki ubezpieczeniowej nawet po wystąpieniu szkody. Dość istotne jest także to, że nie trzeba martwić się wciąż znaczną utratą wartości naszego „elektryka” przy odsprzedaży. W jednej miesięcznej opłacie za wynajem mamy wliczone praktycznie wszystko poza kosztami ładowania i płynu do spryskiwaczy – zauważa.
Osobną kwestią jest ekonomika eksploatacyjna. Sama ekologia nie wystarczy, „elektryk” w mieście musi się po prostu opłacać. – Przy moich dziennych przebiegach rzędu pięćdziesięciu kilometrów użytkowanie samochodu elektrycznego w mieście okazuje się tańsze niż benzynowego. Nawet pomimo rosnących cen prądu i stawek za ładowanie może łatwo obliczyć, że jeżdżąc samochodem elektrycznym można sporo zaoszczędzić nie tylko na zakupie paliwa, ale także na opłatach za parkowanie, przeglądy i serwis. Taniej wypada także koszt umowy wynajmu długoterminowego – podkreśla Tomasz Borkowski.
Liczba rejestrowanych w Polsce elektrycznych samochodów wprawdzie rośnie, ale w mniejszym tempie niż zakładano. Tomasz Borkowski rozważa przesiadkę do pełnego „elektryka”. – Samochód elektryczny to w moim przekonaniu na wskroś miejski środek lokomocji, stworzony do regularnego pokonywania krótszych dystansów bez emisji szkodliwych spalin i hałasu. Eksploatację „elektryków” w miastach ułatwia coraz lepiej rozbudowana infrastruktura towarzysząca. Ułatwieniem dla kierowców jest możliwość korzystania z aplikacji wyszukiwania najbliższych dostępnych stacji szybkiego ładowania. Natomiast niezbyt chętnie wybrałbym się samochodem elektrycznym w dłuższą podróż. Po prostu nie czułbym się pewnie w oddaleniu od stacji szybkiego ładowania samochodu. Taka niepewność przekłada się na dodatkowe koszty, stratę czasu i nikomu niepotrzebny stres – ocenia Tomasz Borkowski.
Choć w dłuższej perspektywie elektryfikacja środków lokomocji wydaje się być nieunikniona, to jej tempo może spadać. Bez nakładów na rozwój technologii, pokaźnych inwestycji w infrastrukturę i przemyślanych dotacji rządowych trudno oczekiwać prawdziwego przełomu. – Potencjalny nabywca elektrycznego samochodu potrzebuje zachęty. Uważam, że coraz bardziej sprawne akumulatory, większy zasięg i krótszy czas ładowania oraz kwestie ekologiczne sprawią, że samochody elektryczne będą stawały się coraz bardziej popularne. Będzie się opłacało nimi jeździć, szczególnie w dużych miastach. W parze z rosnącą liczbą zeroemisyjnych pojazdów musi iść jednak rozwój infrastruktury. Tutaj jest wciąż duże pole do popisu dla planujących inwestycje. Koniecznie musi zwiększyć się liczba miejsc ładowania. Dzisiaj nie ma do nich kolejek, ale w przypadku zwiększenia populacji „elektryków” może pojawić się problem – podsumowuje Tomasz Borkowski.
Jan Izydor Barański